Pod ulicami Paryża

Niesamowicie ciekawy artykuł świetnie oddający klimat Paryskich Katakumb. Polecam! Jest to przedruk artykułu znalezionego na stronach National Geographic http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/pod-ulicami-paryza/

Pod ulicami Paryża

Zakazany świat katakumb skrywających szczątki milionów paryżan ma zaskakująco licznych fanów. Schodzą do mrocznych tuneli do pracy, na imprezy, w celu eksploracji lub doznania anarchicznej wolności.

Taksówka przemyka ulicami miasta w niedzielny poranek. Szerokie aleje są ciche, sklepy zamknięte. Z piekarni dochodzi zapach świeżego chleba. Gdy stoimy na światłach, moją uwagę przyciąga ruch w nieoczekiwanym miejscu. Z otworu w chodniku prowadzącego do studzienki kanalizacyjnej wyłania się mężczyzna w niebieskim kombinezonie. Na głowie wśród burzy dredów daje się zauważyć latarkę czołówkę.

Tuż za nim idzie młoda kobieta z latarką w dłoni. Oboje wysmarowani błotem, wyglądają jak umalowani w barwy wojenne. Mężczyzna przykrywa otwór ciężkim włazem i bierze kobietę za rękę. Odbiegają ulicą z uśmiechami na twarzach.

Paryż ma imponujące katakumby. Długie i pokręcone wnętrzności miasta, czyli tysiące kilometrów tuneli składających się na jedną z najstarszych i najgęstszych sieci metra i kanalizacji na świecie, to dopiero początek. W podziemiach Paryża znajdziemy też kanały i zbiorniki wodne, krypty i skarbce bankowe, ce winne przekształcone w nocne kluby. Najbardziej zaskakujące są jednak carrieres – stare kamieniołomy, w których wydobywano wapień. Tworzą zagmatwaną sieć pieczar rozciągającą się pod znaczną, przede wszystkim południową częścią metropolii.

Aż do XIX w. pozyskiwano w nich surowiec budowlany. Później uprawiano tam grzyby. Podczas II wojny światowej w jednych tunelach ukrywał się francuski ruch oporu, podczas gdy inne Niemcy zamieniali w bunkry. Dziś można tam spotkać ludzi działających na granicy prawa. Nie mają przywódcy, nie organizują się w struktury. Łączy ich to, że potrafią całe dnie i noce spędzać w podziemiach. Są nazywani katafilami, bo uwielbiają katakumby.

Od 1955 r. wstęp do kamieniołomów jest zabroniony, dlatego większość katafilów to młodzi ludzie szukający ucieczki od świata na powierzchni rządzonego ograniczającymi wolność zasadami. W latach 70. i 80. XX w. buntownicza natura Paryża otrzymała zastrzyk świeżej krwi od kultury punk. Wtedy było jeszcze łatwo trafić do podziemi, bo istniało więcej otwartych wejść. Niektórzy docierali tam przez zapomniane drzwi w szkolnych piwnicach – wystarczyło kawałek się przeczołgać, by znaleźć się w tunelach wypełnionych kośćmi. W miejscach ukrytych przed wzrokiem nieupoważnionych odbywały się imprezy, przedstawienia, tworzono sztukę, zażywano narkotyki. W podziemiach panowała wolność, wręcz anarchia.

Początkowo świat na powierzchni wydawał się niczego nie zauważać. Jednak pod koniec lat 80. władze i właściciele posesji pozamykali większość wejść, a tunele zaczęła patrolować specjalna jednostka policji. Mimo to nie udało się wyeliminować katafilów. Najlepszym przykładem jest młoda para wychodząca z kanału, którą widziałem rano. Niewykluczone, że wybrali się tam na randkę. Większość mieszkańców miasta ledwie zdaje sobie sprawę z istnie­nia podziemnych tuneli, mimo że jadąc metrem, przemykają nad szczątkami swoich przodków.

Katakumby

Philippe Charlier odkłada reklamówkę na zniszczone krzesło i zaciera ręce z radości. Jest zimno i ciemno jak w grobie (zresztą właśnie w grobie się znajdujemy). Krople wody połyskują na stropie, w powietrzu wisi zapach pleśni. Otaczają nas ludzkie szczątki poukładane w stosy jak drewno na opał. Charlier sięga do torby wypełnionej kośćmi, które zamierza „pożyczyć” (za zgodą władz – do analizy) i wyciąga czaszkę w kolorze pergaminu. – Wolę szlachetną patynę niż nienaturalną biel sterylności – mówi.

Poniżej oczodołów kość jest podziurawiona i zapadnięta, a otwór w kości nosowej powiększony. Czaszka wygląda jak wykrzywiona w grymasie. – To oznaka zaawansowanego stadium trądu – wyjaśnia Charlier, archeolog i lekarz medycyny sądowej na Sorbonie. Podaje mi kość, bym chwilę ją potrzymał, a ja myślę tylko o tym, jak i czym odkazić ręce

W normalny dzień katakumby rozbrzmiewają echem rozmów i nerwowego śmiechu turystów, którzy czekali godzinę w kolejce, by wejść do podziemi. Jednak dziś kasy są zamknięte, więc Charlier może przeglądać kości w spokoju.

Znajdują się tu szczątki 6 mln Paryżan. W XVIII i XIX w. ekshumowano szkielety z przepełnionych cmentarzy, zasypując nimi stare tunele kamieniołomów. Jedne z najświeższych pochodzą z okresu rewolucji, najstarsze z czasów Merowingów, czyli sprzed ponad 1200 lat. Wszystkie są anonimowe, niekompletne, zapomniane

Charlier potrafi odczytać z kości przebyte choroby i wypadki. Poznaje skład diety i praktyki chirurgiczne, którym poddawano ich właścicieli. – Ach! – wykrzykuje, wpatrując się w zniekształcony fragment kręgosłupa. – Gorączka maltańska!

Gorączka maltańska (bruceloza) dotyka ludzi, którzy mają kontakt z chorymi zwierzętami lub ich wydzielinami, np. z mlekiem. – Ten człowiek pewnie wytwarzał ser – stwierdza Charlier. Spoglądam w głąb korytarza. Czuję się jak w bibliotece – ściany są wyłożone tysiącami podobnych historii.

Inspektorzy

Przygotowali dla ciebie ciasną przeprawę – mówi inspektor, przytrzymując drzwi furgonetki. – Nie będzie przyjemnie! – rzuca z uśmiechem. Tłuczemy się cichą aleją w ciepły wiosenny poranek. Ludzie idą do pracy pod baldachimem z gałęzi kasztanów. Dojeżdżamy do Arcueil, południowych przedmieść Paryża. Na poboczu ruchliwej ulicy inspektorzy zakładają kombinezony, gumowe buty i kaski. Dołączamy do nich przy włazie do studzienki. U naszych stóp zionie czernią głęboki szyb. Członkowie zespołu włączają czołówki i schodzą w dół. Wszyscy pracują w Inspection Générale des Carrieres, czyli IGC (Generalnej Inspekcji Kamieniołomów). To oni dbają o to, by Paryż się nie zawalił. Na dole drabiny kucamy w wąskim przejściu, podczas gdy geolożka Anne­Marie Leparmentier mierzy zawartość tlenu w powietrzu. Dziś jest go pod dostatkiem.

Pochyleni pod niskim stropem wyglądamy jak gromada trolli. Wapienne ściany ociekają wodą, pod stopami słychać plusk. Skamieliny morskich stworzeń odpadają od skały. W błotnej kałuży znajdujemy przerdzewiałą podkowę – pozostałość po koniach, które pracowały tu ponad sto lat temu.

Współczesny Paryż leży na ogromnych formacjach wapiennych i gipsowych. Jako pierwsi do wydobywania kamienia zabrali się starożytni Rzymianie. Wybudowane przez nich łaźnie, teatry i stadiony wciąż można znaleźć na Île de la Cité i w Dzielnicy Łacińskiej. Przez następne stulecia, kiedy rzymska Lutecja przekształciła się w Paryż, kopano coraz szerzej i coraz głębiej, wydobywając budulec, z którego powstał m.in. Luwr i Notre Dame. Z czasem otwarte kamieniołomy zamieniły się w podziemne tunele.

Początkowo kamieniołomy znajdowały się poza granicami miasta, jednak z czasem rozrastający się Paryż zajął też tereny bezpośrednio nad starymi tunelami. Trwało to wiele pokoleń i odbywało się bez jakiegokolwiek nadzoru. Kiedy jakieś miejsce zostało wyeksploatowane, po prostu zasypywano je gruzem i opuszczano. Na powierzchni nikt nie zwracał na to uwagi. I nikt nie zdawał sobie sprawy, jak dziurawe stały się fundamenty Paryża.

Pierwsza poważna katastrofa miała miejsce w grudniu 1774 r., kiedy zawalił się jeden z tuneli, pochłaniając domy i ludzi wzdłuż dzisiejszej alei Denfert­Rochereau. W następnych latach ziemia rozstępowała się kilkakrotnie. Dopiero król Ludwik XVI zlecił architektowi nazwiskiem Charles Axel Guillaumot zbadanie kamieniołomów, naniesienie ich na plany i zabezpieczenie. Powoli zespoły inspektorów eksplorowały podziemia, wstawiając kolumny podtrzymujące strop. Żeby ułatwić sobie pracę, kopali kolejne tunele w celu połączenia całości w sieć. Kiedy król postanowił zlikwidować i opróżnić jeden z wielu przepełnionych cmentarzy miejskich, Guillaumot został poproszony o pozbycie się kości nieboszczyków. W ten sposób część paryskich kamieniołomów zamieniła się w katakumby.

Dziś Leparmentier wraz z zespołem kontynuuje pracę pierwszych inspektorów Guillaumota. Znajdujemy się mniej więcej 30 m pod poziomem ulicy. Stajemy przed kolumną składającą się z pięciu lub sześciu bloków kamienia z początku XIX w. – Nie dotykaj – ostrzega Leparmentier. – Może się zawalić. Strop podtrzymywany przez kolumnę przecina długie, ziejące czernią pęknięcie.

Leparmentier mówi, że niewielkie zawały zdarzają się co roku, a w 1961 r. ziemia pochłonęła cały kwartał na południowym przedmieściu miasta, zabijając 21 osób

Schodzimy głębiej. Na końcu korytarza siadamy i wpatrujemy się w mały otwór. Nie może być szerszy niż moje ramiona i nikt nie wie, dokąd prowadzi. Młody członek zespołu wciska się w dziurę głową do przodu. Spoglądam na Leparmentier, która potrząsa głową, jakby mówiąc, że za żadne skarby tam nie wejdzie.

Wzrusza jednak ramionami, dając mi przyzwolenie na pójście w ślady mężczyzny.

Niektórzy katafile schodzą pod ziemię od czasu do czasu i trzymają się znanych szlaków. Najwięksi zapaleńcy pojawiają się częściej i zagłębiają się dalej. Moich kolejnych przewodników spotykam, kiedy wygrzewają się w słońcu na ławce w spokojnej okolicy. Młodzi mężczyźni są ubrani w ciemnoniebieskie kombinezony. Młode matki z wózkami ze strachem przemykają obok nich, omijając butlę do nurkowania i inny sprzęt leżący obok ławki.

Dominique jest złotą rączką, Yopie zajmuje się grafiką komputerową, ma dwójkę dzieci. Zabieramy sprzęt i ruszamy w stronę mostu, pod którym znajduje się tajne wejście do podziemi. Czuć z niego chłodny powiew.

Większość tuneli w końcu trafiła na plany. Pierwsze mapy przygotowane przez Guillaumota były uaktualniane przez jego następców, do tego dochodzą mapy sporządzane przez kata­filów. Niektórzy, jak Yopie, robią co w ich mocy, by wymazać ostatnie białe plamy. Długo brodzimy w wodzie, nim dochodzimy do celu, który wyznaczył na dziś: prawdziwej czarnej dziury.

Tunele są usiane dziurami i studniami. Jedne są głębokie i wypełnione wodą, inne prowadzą do kolejnych pomieszczeń. Yopie nurkował w wielu z nich, ale mówi, że tutaj nikt jeszcze się nie zapuszczał. Powierzchnia wody jest tak nieruchoma, że wygląda jak ścięta lodem. Światło latarek nie ma wielkich szans z głębią i niknie w szmaragdowej otchłani. Yopie sprawdza swój sprzęt, zapina kask, włącza dwie czołówki i zanurza się.

Kilka minut później wypływa na powierzchnię w towarzystwie bulgoczącej od bąbelków powietrza wody. Dziura miała tylko ok. 5 metrów głębokości. Na dnie nic nie było. Jednak przynajmniej można uzupełnić mapę.

Kolejne kilka godzin spędzamy, wałęsając się po kryptach pełnych kości i galeriach ogromnych kolorowych murali. Yopie zabiera nas do pomieszczenia, którego nie ma na żadnej mapie. Wraz z przyjaciółmi przez lata taszczył tu worki z cementem i bloki wapienia, by przygotować ławki, stół i platformę do spania. Pokój jest czysty, w ścianach wydrążono wnęki na świece. Beżowa skała odbija ciepłe światło. Pytam Yopiego, co go ciągnie pod ziemię. – Brak szefa, brak pana i władcy – odpowiada. – Wiele osób schodzi tu, żeby imprezować, inni malują. Jeszcze inni oddają się pasji niszczenia, tworzą, eksplorują tunele. Robimy, na co przyjdzie nam ochota. Tutaj nie ma żadnych zasad.

Skarbiec

Pod budynkiem Palais Garnier (niegdyś siedziba Opery Narodowej) znajduje się coś, co wielu paryżan uważa za mit. Podczas prac nad fundamentami budynku w latach 60. XIX w. inżynierowie mieli problem z odprowadzeniem wody z nasiąkniętej ziemi. W końcu zdecydowano się zgromadzić ją w zbiorniku o długości 55 m i głębokości 3,5 m. Ten podziemny staw, który pojawia się nawet w Upiorze w operze, zamieszkuje kilka dorodnych ryb. Pracownicy opery karmią je mrożonymi małżami. Niedaleko opery w latach 20. XX w. armia robotników pracujących całą dobę stworzyła inną podziemną przestrzeń. Ponad 35 m pod budynkiem Banque de France za drzwiami cięższymi od kapsuły kosmicznego promu Apollo znajduje się skarbiec, w którym przechowywane są re­zerwy złota Francji: ok. 2,6 tys. ton.

Pewnego dnia stanęliśmy wewnątrz tego skarbca z fotografem Stephenem Alvarezem. Gdzie nie spojrzeć – korytarze po sufit zapełnione złotem w wysokich stalowych klatkach. Tak jak ze szkieletami z każdą z tych sztab wiąże się ciekawa historia, z niektórymi zapewne niejedna. Złoto od wieków było obiektem pożądania zmieniającym właściciela i formę nie zawsze zgodnie z prawem. Pojedyncza sztaba może za­ wierać trochę kruszcu znalezionego w grobowcu faraona i złota zrabowanego przez konkwistadorów jednocześnie. Pracownik banku podaje mi jedną. Jest ciężka i wygląda niczym cegła z głębokim wgnieceniem na spodzie, trochę jak podbródek z przedziałkiem. W rogu widać pieczęć z napisem U.S. Assay Office of New York i datą 1920. – Amerykańskie złoto jest najbrzydsze – wyjaśnia mężczyzna, pokazując inne sztabki. Jedne mają subtelny kształt trapezu, innym zaokrąglono rogi jak w bochenku chleba. Każda jest warta ok. 500 tys. dolarów.

Skarbiec nie jest w żaden sposób połączony z resztą paryskich podziemi. Pytam, czy ktokolwiek próbował się tu włamać. Jeden z mężczyzn wybucha śmiechem. – To niemożliwe! – przekonuje. Przypominam sobie Napoleona, który w 1800 r. założył Banque de France, a któremu przypisuje się słynne słowa: „Niemożliwe” to nie jest słowo francuskie. Wychodzimy przez stalowe drzwi i jedziemy windą 10 kondygnacji w górę. Potem jesteśmy sprawdzani skanerem siatkówki oka, następnie przechodzimy przez szklaną kapsułę z przesuwanymi drzwiami, zupełnie jak na statku kosmicznym. Kiedy w końcu wydostajemy się na ulicę, wciąż rozpala nas gorączka złota. – Zajrzał ci ktoś do torby? – pytam Alvareza. – Nie, a tobie?

Ruszamy. Po chwili zauważam właz do studzienki kanalizacyjnej. Na pewno prowadzi do jakiegoś tunelu, który albo biegnie równolegle do ulicy, albo obniża się w stronę skarbca. Oczami wyobraźni widzę, jak przemierzam go, mijając kolejne rozgałęzienia. Katafile wytłumaczyli mi, że to zupełnie normalna reakcja po wyjściu na powierzchnię. Nie ma co z tym walczyć. W głowie długo ma się tylko kuszącą chłodnym, nieruchomym powietrzem wolność podziemi.

Artykuł znaleziony na stronach National Geographic http://www.national-geographic.pl/artykuly/pokaz/pod-ulicami-paryza/

Paryskie Katakumby

Niecierpliwych czytelników zapraszam do galerii zdjęć i na sam koniec artykułu gdzie znajdą dość ciekawy filmik (z super podkładem muzycznym). Tych wytrwałych i ciekawych zapraszam do lektury.

Paryż

Tak zwany standardowy turysta trafiający do stolicy Francji, Paryża spodziewa się zapewne zobaczyć to piękne miasto w pełnej okazałości w blasku słońca. Podziwia skąpane w słońcu zabytki ze szczytu Wieży Eiffla, tarasu Łuku Triumfalnego, czy ze schodów Bazyliki Sacre Coeur.

Niewielu jednak turystów zdaje sobie sprawę z tego, że Paryż to w zasadzie dwa miasta. To które wszyscy znamy i to drugie, które kryje się pod powierzchnią ziemi i które podziwiać można jedynie w blasku latarki. Które z nich jest piękniejsze, które z nich jest ciekawsze? Wszystko zależy czego szukamy…

Katakumby Pod Paryżem

Temat paryskich katakumb jest na tyle medialny i ekscytujący, że powstało już wiele stron traktujących o tej tematyce. Mity i legendy mówiące o grupach organizujących legendarne orgie w podziemiach Paryża, czarne msze czy zloty nazistów należą już właściwie do standardu. Operowanie sloganami w stylu nielegalne wydaje się warunkiem koniecznym gdy podejmuje się temat podziemnego miasta. Ile jest prawdy w tych opowieściach a ile sztucznie rozdmuchiwanego medialnego bełkotu, nie wiem.

W roku 2008 miałem okazję zwiedzić paryskie katakumby. Oczywiście nielegalnie ;)  Zafascynowany klimatem i tym co tam zobaczyłem zacząłem czytać i zgłębiać ich historię. Poniżej postaram się Wam ją przybliżyć oraz opisać Wam jak wyglądał mój pierwszy raz z podziemnym Paryżem.

Co to są Katakumby Pod Paryżem i skąd się wzięły?

Na Paryskie Katakumby składa się prawdziwy podziemny labirynt korytarzy o łącznej długości kilkuset kilometrów i zajmujące obszar około 770 hektarów. Historia katakumb rozpoczyna się od czasów Imperium Rzymskiego. Na potrzeby rozrastającego się miasta w jego okolicach (a dokładniej w okolicach dzisiejszej czternastej dzielnicy) powstały kopalnie wapienia. Wiele budynków Paryża powstało z kamienia dobywanego w tychże kamieniołomach. Do najbardziej znanych należy bez wątpienia katedra Notre Dame. Z czasem zasoby wapienia zaczęły się kurczyć a miasto rozrosło się do gigantycznych jak na owe czasy rozmiarów. Tunele pierwotnie służące górnikom zaczęły być wykorzystywane jako swego rodzaju cmentarz. Podziemne tunele służyły także żywym. Od wieków chronili się tutaj złoczyńcy ale także na przykład paryski ruch oporu podczas drugiej wojny światowej.

Paryskie katakumby można było zwiedzać bez ograniczeń jeszcze do 1995 roku. Labirynty podziemnych korytarzy przyciągały tłumy żądnych przygód miejskich eksplorerów oraz tzw. „katas”, fascynatów katakumb, którzy w skalnych komorach wypełnionych grobowcami urządzali wielkie balangi.

Zakaz wstępu do podziemnych tuneli i surowe kary pieniężne wprowadzone przez władze miasta nie odstraszyły największych fanatyków. Myślę, że wręcz przeciwnie, dodały im dreszczyku emocji. Specyficzny klimat podziemi, ich historia, legendy które z latami narosły wokół wydają się działać tak silnie, że żadne formalne zakazy nic tu nie pomogą.

„Legalne” Katakumby

Istnieje oczywiście sposób na to aby legalnie zwiedzić paryskie katakumby a chociażby ich część specjalnie przygotowaną dla turystów. Wystarczy pojechać na lewy brzeg Sekwany, na plac Denfert-Rochereau. Tu właśnie mieści się niepozorne z zewnątrz Muzeum Katakumb. Gdyby nie kolejka turystów, wejście możnaby łatwo przegapić. Do muzeum schodzimy schodami prawie dwadzieścia metrów w dół. Wewnątrz czekają na nas fotografie, informacje historyczne po angielsku i po francusku, ilustracje pokazujące dziewiętnastowieczne wycieczki do katakumb i całe rodziny spacerujące po mrocznych korytarzach w świetle pochodni – wszystko to zdecydowanie bardziej nastrojowe niż samo pomieszczenie, w którym jesteśmy. Trasa zwiedzania obejmuje prawie 2 km. Idąc nią czeka nas przejście przez puste podmokłe kamienne korytarze, z pojawiającymi się od czasu do czasu informacjami na temat roku ich powstania.

Do ciekawostek można zaliczyć możliwość zobaczenia wyrzeźbionego w kamieniu miniaturowego modelu więzienia Port Mahon na Menorce i paru innych budowli zostawionych przez XVIII-wiecznych pracowników kamieniołomów. Pracowali przy porządkowaniu i wzmacnianiu korytarzy byłych kopalni, a po godzinach zostawali w podziemiach budując swoje miasta marzeń w gipsie.

Inną wartą uwagi atrakcją są sale wypełnione ludzkimi szczątkami. Zostały one zwiezione tutaj pod koniec XVIII wieku, podczas porządkowania podziemi Paryża. Przeniesienie zwłok do katakumb miało być też metodą na poradzenie sobie z groźbą epidemii. Cmentarze Paryża były poważnie przepełnione i coraz gorzej radzono sobie z pochówkiem nowych zwłok. Mieszkająca w pobliżu ludność narażona była na śmiertelne choroby rozprzestrzeniające się z płytkich masowych grobów. Wtedy pojawił się pomysł zlikwidowania cmentarzy wewnątrz miasta i wypełnienia szczątkami pustych kamieniołomów.

Przez następnych kilkadziesiąt lat zwożono szczątki układając je w grupy według cmentarza z którego pochodziły i roku przewiezienia. Szacuje się, że do 1860 roku trafiło tu około 6 milionów szkieletów z Paryża i okolic.

Zapewne w trosce o odpowiedni poziom atrakcyjności muzeum szczątki ludzkie poukładano w wymyślne wzory i mozaiki. Przechodzimy przez specjalnie zbudowane dla odwiedzających katakumby pomieszczenia i grobowce – Krypta Męki Pańskiej, Rotunda Piszczeli, Grobowiec Gilberta.

Muzeum jak muzeum, przygotowana specjalnie dla turystów wystawka mająca w sumie niewiele wspólnego z samymi katakumbami. Idealna dla turystów, którzy nie mają ochoty taplać się po kostki czy po pas w wodzie i przeciskać przez studzienki kanalizacyjne. Dla prawdziwych fanów to jednak trochę jak lizanie lizaka przez szybkę.

Paryskie Katakumby w literaturze i kinie.

Nimb tajemniczości otaczający paryskie katakumby działał na ludzi od wieków. Z tego też powodu miejsce to było wielokrotnie wykorzystywane w literaturze i kinie. W katakumbach akcję „Nędzników” umieścił Victor Hugo.  Mieszkał w nich Erik, słynny Fantom z Opery czy też paryskie wampiry z powieści Anny Rice. Ostatnio nawet Pink próbowała posiłkować się paryskimi Katakumbami w horrorye  „The Catacombs”.

Moja wyprawa do katakumb.

W tym miejscu postaram się Wam przybliżyć moją własną wyprawę w głąb Paryskich Katakumb. Na szczęście mieliśmy lokalnego „przewodnika”, członka jednej z grup fascynujących się podziemnym paryskim życiem, z zapałem nanoszącego kolejne odkryte korytarze na wielką mapę u siebie w domu i śledzącego każdą ze zmian jaka zaszła w podziemnej strukturze.

Wiadomo, prawdziwi twardziele do muzeum nie chodzą, wolą raczej stare i nieodwiedzane muzealne piwnice. Tak więc i ja postanowiłem sprawdzić co w paryskich piwnicach piszczy….

W maju 2008 roku nadarzyła się okazja do wyjazdu do Paryża, kolega z opuszczone.com miał kontakt do miejscowego fanatyka katakumb, wszystko więc układało się idealnie.

Pominę kwestię wszelkich miejsc, które odwiedziliśmy po drodze, można o nich poczytać w innych artykułach (np. opuszczony spichlerz koło Paryża, opuszczona fabryka w Paryżu, opuszczona drukarnia w Belgii).  Byliśmy w Paryżu.

Od naszego „przewodnika” dostaliśmy dość ogólne wskazówki, zabrać coś do jedzenia, coś do picia, latarki, najlepiej nieprzemakalny worek, wyruszamy około 18, wychodzimy rano. Będzie z nami miejscowa ekipa (4 osoby), no i punkt zbiórki. Dość ogólnikowo ale w sumie czego więcej potrzeba.

W ciemność.

Z góry przepraszam, że nie pamiętam żadnych nazw ulic ani dzielnic. Byliśmy na nogach na okrągło od samego rana i nasz poziom percepcji sprowadzał się do tego, że trzeba robić zdjęcia i się nie zgubić ;)

Miejscem zbiórki okazał się jakiś Mac-Donald albo inny fast food przy dość ruchliwej ulicy. Spodziewaliśmy się bardziej ustronnego miejsca, to nas dość zaskoczyło. Pasażem podążali w dwóch kierunkach ludzie spoglądając na wystawy, rozmawiając, normalka. My czekaliśmy na kontakt, zupełnie jak w Matrixie. Okazało się, że tak naprawdę czekamy na jednego z miejscowych, który od kilku dni „mieszka” w katakumbach i ma nas wpuścić, studzienką kanalizacyjną znajdującą się dokładnie na środku deptaku, któremu się przyglądaliśmy. Czekaliśmy po prostu aż podejdzie na tyle blisko powierzchni  aby złapać zasięg, dać nam znać i otworzyć od wewnątrz właz. W końcu się doczekaliśmy. Szybkim krokiem, w pewnych odstępach od siebie podążyliśmy w kierunku włazu który po pierwszym sygnale, że jesteśmy uchylił się i kolejno zaczęliśmy zagłębiać się w ciemną odchłań. Najciekawsze były reakcje mijających nas przechodniów – nie było ich. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Nasz „przewodnik” zapytany z czego to wynika skomentował tylko, że w Paryżu jest tylu dziwaków, że mieszkańcy się przyzwyczaili. Jedyny powód dla którego należy zachować czujność i śpieszyć się to policja. Gdy już znikaliśmy pod ziemią z okna przejeżdżającego ulicą samochodu ktoś krzyknął (ze śmiechem na ustach): „nie wchodźcie tam, umrzecie!” oczywiście po francusku, co przetłumaczył nam nasz „przewodnik”.

Wejście od poziomu gruntu prowadziło pionowo w dół jakieś 10 metrów. Po zejściu na dół pionową drabinką znaleźliśmy się w tunelu. Dość niskim (jakieś 160-170 cm) co jak się okazało po godzinie jest dość uciążliwe dla osób słusznego wzrostu. Należy poruszać się cały czas w pochyle, plecaka nie da się umieścić na plecach bo szoruje się nim po sklepieniu.

Pierwszym postojem była duża przestronna sala ze studnią w rogu. Z sali w jednym z korytarzy znajdowały się schody w górę, na „wysokości” drugiego pietra kończyły się metalowymi schodami prowadzącymi wg. informacji miejscowych do budynku poczty znajdującej się nad nami.

katakumby_pod_paryzem_galeria1__mg_0361katakumby_pod_paryzem_galeria1__mg_0353katakumby_pod_paryzem_galeria1__mg_0354

 

 

 

Po chwilowym odpoczynku i pstryknięciu paru fotek ruszyliśmy w dalszą drogę. Po jakimś czasie, trudno oszacować jakim bo nikt jakoś nie miał ochoty spoglądać na zegarek dotarliśmy do kolejnego postoju. Była nim wydrążona w ścianie nisza, o powierzchni jakichś 6 metrów kwadratowych. Spotkaliśmy tam inną ekipę miejscowych no i rozkręciła się mała nasiadówka co dało nam możliwość zbadania okolicy. Pomocny okazał się porzucony rower ;)

Katakumby Paryża galeria zdjęćKatakumby Paryża galeria zdjęćKatakumby Paryża galeria zdjęć

 

 

 

Co jakiś czas napotykaliśmy tabliczki z nazwami ulic. Podobno odpowiadały ulicom znajdującym się nad nami. W jednym z korytarzy znaleźliśmy też resztki agregatu prądotwórczego jednak nie udało nam się ustalić jego pochodzenia ani przeznaczenia.

Katakumby Paryża galeria zdjęćKatakumby Paryża galeria zdjęćKatakumby Paryża galeria zdjęć

 

 

 

Katakumby Paryża galeria zdjęć

Podróżowanie podziemnymi tunelami nie należy ani do łatwych ani do przyjemnych. W tunelach panuje całkowita ciemność. Wiele tuneli łączy się ze sobą, odchodzą z nich boczne odgałęzienia które tworzą sporych rozmiarów labirynt. Jeśli ktoś nie dysponuje mapą albo nie zna dobrze ich rozmieszczenia całkiem łatwo może stracić orientację. Czasami przejścia są tak znikomej wielkości, że z łatwością można je przeoczyć. Nietrudno sobie wyobrazić co działoby się w momencie gdy skończyłyby się nam baterie w latarce… wiele korytarzy jest zalanych wodą i nie mam tu na myśli wody po kostki czy kolana. Najbardziej ekstremalnym miejscem przez które dane mi było przejść był korytarz zalany wodą do poziomu szyi. Miejsca starczyło ledwie na utrzymanie plecaka na ramieniu żeby nie zamókł w nim sprzęt foto. Są też miejsca gdzie przejście jest możliwe tylko na szczupaka… po wejściu w tunel nie ma wystarczająco dużo miejsca aby ułożyć ręce wzdłuż tułowia… można wtedy poczuć jak się czują dżdżownice wędrujące ruchem pełzakowato-posuwistym… :) Mimo wszystko wrażenia jakie oferuje podróż w podziemiach są tak ekscytujące, że warte chyba każdego poświęcenia.

W jednym z korytarzy mieliśmy okazję napotkać na świeżo wybudowany mur. Z opowiadań miejscowych dowiedzieliśmy się, że w paryskich katakumbach nadal trwa swoista wojna z ich miłośnikami i władzami miasta. od czasu do czasu pewne korytarze są zamurowywane a niektóre studzienki kanalizacyjne zaspawywane. Dlatego też tak istotna  jest znajomość topografii tuneli. Zdarza się bowiem, że trzeba szukać innego wyjścia.

Po postoju wyruszyliśmy w dalszą drogę. mieliśmy okazję zwiedzić jeszcze kilka ciekawych miejsc. Jednym bardziej godnych polecenia było to które zostało w zasadzie odkryte przez miejscowych. Systematycznie odkopywali zasypaną miejscem salę, odbierając katakumbom i historii kolejne metry zasypanego niegdys pomieszczenia.

Wyprawę zakończyliśmy wczesnym rankiem dnia następnego wyłaniając się z jednej ze studzienek kanalizacyjnych w centrum miasta.

paryz_katakumby_193paryz_katakumby_191paryz_katakumby_195

Dzień 2

katakumby_pod_paryzem_galeria2__mg_0797Drugiego dnia wyruszyliśmy do innej części katakumb zwanej siecią GRS. Wejście do tej części znajdowało się opuszczonej stacji metra. było to po prostu wykuty w murze otwór prowadzący do sieci tuneli. Poza standardowymi tunelami odkryliśmy tam kilka innych ciekawych obiektów. Część z nich to pewnie wynik dobrego humoru poprzednich eksploratorów, tak jak wmurowany w ścianę manekin czy inne takie jak tablica upamiętniająca zaginioną w katakumbach osobę czy miniaturowy zamek niosą ze sobą zapewne jakąś głębszą historię.

katakumby_pod_paryzem_galeria2__mg_0802katakumby_pod_paryzem_galeria2__mg_0844katakumby_pod_paryzem_galeria2__mg_0815

 

 

 

Z drugiej wyprawy do bolących pleców doszły jeszcze mokre nogi… Poziom wody w korytarzach od „do pół łydki” podniósł się do powyżej pasa… i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę że mój plecak zaczyna być narażony na zalanie a w środku miałem aparat… eksploracja tego korytarza zakończyła się odwrotem :)

Zdjęć niestety wtedy nie robiłem, wystarczającym zmartwieniem było dla mnie jak nie zamoczyć plecaka więc dodatkowo aparat w ręce byłby chyba niezbyt dobrym pomysłem :)

Ekstremum

Katakumby Paryża galeria zdjęć

A na zakończenie zapraszam do obejrzenia filmu nakręconego przez zupełnie inna ekipę w miejscu, które również przechodziliśmy. Jak dla mnie ekstremum i kwintesencja eksploracji podziemnych tuneli. Nie zazdroszczę nikomu kto w takim miejscu utknie. Jedyną pomocą może służyć lina i wyciąganie albo za nogi albo za szyję.

Na filmie widać miejsca dające najwięcej frajdy podczas penetrowania katakumb, wąskie tunele przez które musieliśmy się przeciskać razem z plecakami. Miejsca było tak mało że plecak należało pchać przed sobą zasłaniając sobie tym samym widok w przód. Miejscami korytarz był tak ciasny, że wchodząc do niego na tzw. „szczupaka” nie było już miejsca aby oprzeć się na rękach albo przełożyć je wzdłuż ciała i jedynym sposobem przesuwania się naprzód było odpychanie się stopami z rękoma wyciągniętymi przed siebie.

Oto i cała historia. Niezapomniane przeżycie, wspomnienia na długo i nieodparta chęć by tam wrócić. Wszystkich którzy wiedzą cokolwiek więcej na temat katakumb, którzy

Opuszczona fabryka w Paryżu

Opuszczona fabryka w Paryżu.

Poza Paryskimi Katakumbami (galeria 1) (galeria 2) jeden z najbardziej znanych opuszczonych obiektów Paryża. Dostęp w zasadzie bez ograniczeń. Obiekt bardzo duży, ciekawy architektonicznie. Styl czysto industrialny. Zachowano tu chłodny minimalizm, duże okna, w znacznej częsci surowe ściany.  Współczesna architektura kocha taki styl dlatego szkoda ze tego typu budynki nie są rekonstruowane,  warto by go przerobic na biura czy mieszkania.

Znajdowała się tam prawdopodobnie fabryka z branży tekstylno/włókienniczej.

Galeria zdjęć z kwietnia 2008

Copyright © urb-ex.pl 2015
Strona wykorzystuje pliki cookies. Pliki cookies będą zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.
Zaakceptuj Cookies
x