Archive

Kwiecień 2015

Zakład Psychiatryczny w Owińskach

Opuszczony szpital psychiatryczny w Owińskach pod Poznaniem – Zakład Psychiatryczny w Owińskach (niem. Provinzial-Irren-Heilanstalt zu Owinsk)

Opuszczony szpi­tal psy­chia­trycz­ny w Owiń­skach to najbardziej znany i rozpoznawalny obiekt w okolicach Poznania. Nazwa kojarzy się każdemu fanowi urb-ex’u ale także (niestety) każdemu nastolatkowi. Szpital ten budzi ogrom­ne za­in­te­re­so­wa­nie szczególnie ze wzglę­du na swoją cie­ka­wą i mroczną hi­storię. Mimo, że nie znajdzie się tu żadnych przedmiotów świad­czą­cych o daw­nej dzia­łal­no­ści szpi­ta­la to mimo wszystko ma on nie­po­wta­rzal­ny kli­mat i jest wart od­wie­dzin. Mroczny klimat budynków stojących w pewnym oddaleniu od drogi, otoczonych drzewami w połączeniu w mroczną historią tworzą mieszankę pozwalającą zachęcić do odwiedzin każdego miłośnika opuszczonych miejsc. Stan obiek­tu jak to zazwyczaj bywa z opuszczonymi z roku na rok jest coraz gorszy. Na ewentualny remont nie ma raczej szans bo zapewne wy­ma­ga kolosalnych na­kła­dów fi­nan­so­wych. Nie wiam też jaki jest status prawny tego obiektu i kto ewentualnie miałby się pokusić o odrestaurowanie szpitala.

opuszczonz_sypital_psychiatryczny_w_owinskach_14 Jedno z pomieszczeń szpitala w Owińskach

Historia

W roku 1838 w Owińskach pod Poznaniem został założony publiczny zakład dla chorych psychicznie. Działał nieprzerwanie do II Wojny Światowej. Jego pierwszym dyrektorem został Friedrich Wilhelm Christian Beschorner, a po nim funkcję tą objął Karl Wilhelm Werner. Po roku 1920 pierwszym dyrektorem był Stanisław Górny (1886–1934), a po nim funkcję przejął Marcin Zieliński. Zakład w Owińskach był do roku 1920 jedynym publicznym zakładem dla całej Prowincji Poznańskiej a także jednym z najlepiej urządzonych w Niemczech. Pytanie czy jest dla Owińska powód do dumy? ;)

W roku 1880 obiekt został rozbudowany a prace nadzorował Heinrich Laehr. Szpital dysponował 750 łóżkami (według stanu na 1911 rok ).  Plany dotyczące szpitala zakładały aby pod koniec lat 30 zreorganizować ośrodek i przekształcić go z detencyjnego w ośrodek o charakterze naukowo-leczniczym. Miał też być zapleczem Polskiego Instytutu Badań Dziedziczności.

Druga Wojna Światowa pokrzyżowała te plany. Wszyscy pacjenci szpitala a było to około 1100 chorych zostali zamordowani w ramach akcji T4. Setka pacjentów pacjentów pochodzenia niemieckiego została przeniesiona do szpitala w Gnieźnie. Kolejne transporty z pozostałym 1000 pacjentów zostały wysłane w październiku i listopadzie 1939 roku do Fortu VII w Poznaniu, a następnie do lasu koło Obornik Wielkopolskich. Tym razem okupant chciał wypróbować nową metodę zabijania – gazy trujące a dokładniej tlenek węgla. Testowano tu także takie udoskonalenia jak gazowanie pacjentów podczas transportu. Wszystko to miało na celu doskonalenie i podniesienie efektywności uśmiercania ludzi.

Za przygotowanie i wykonanie akcji eksterminacji był bezpośrednio odpowiedzialny SS-Untersturmführer Herbert Lange i jego SS-Sonderkommando Lange.  Formacja Langa składała się z kilkunastu SS-manów i kilkudziesięciu żandarmów. Pierwszą akcję eutanazji SS-Sonderkommando Lange przeprowadziło w październiku 1939 roku na terenie Wojewódzkiego Zakładu Psychiatrycznego w Owińskach i w Forcie VII w Poznaniu.

Tak wspomina jedną z akcji były więzień Fortu VII – A. Gardziński: „Żelazne drzwi zamykano i wpuszczano gaz z butli. Po 8 minutach wołano więźniów. Ja sam byłem dwa razy wołany do wynoszenia i załadowania trupów do auta. Załadowałem po raz pierwszy około 50 zwłok m.in. zwłoki 8-letnich dzieci, kobiet i starców. Za drugim razem ładowania nie dokończyłem, ponieważ zemdlałem z przejęcia”

Niezwykle istotnym w tej akcji był fakt zastosowania pierwszej (testowej) komory gazowej, w celu masowego gazowania. W tym celu zaadaptowano jeden z bunkrów Fortu VII, do którego doprowadzono z butli leżących przy drzwiach tlenek węgla. Żelazne wrota zamykano stalowymi sztabami, a wszelkie otwory i szczeliny zaklejano gliną. We wnętrzu komory gazowej mieściło się około 50 osób. Zwłoki zamordowanych pensjonariuszy grupa więźniów Fortu VII musiała wyciągać z bunkra, inna zaś grupa zakopywała je w lesie koło Obornik.

W ten sposób w Forcie VII SS-Sonderkommando Lange zamordowało około 300 chorych. Resztę pacjentów z Owińsk zagazowano już bezpośrednio w pobliżu miejsca masowego pochówku. Przywożonych tu chorych ładowano do dużego, szczelnie zamkniętego samochodu przypominającego wóz meblowy, do którego rurą doprowadzano tlenek węgla z butli zamontowanej na zewnątrz samochodu. Ponad wszelką wątpliwość akcję tę należy uznać za pierwszą w historii eksterminację z użyciem samochodu komory gazowej. Ten śmiercionośny wehikuł został zaprojektowany i przygotowany na podwoziu zwyczajnej ciężarówki w warsztatach samochodowych Gestapo w Poznaniu.

Mordowanie gazem pacjentów szpitala w Owińskach dało początek masowemu mordowaniu chorych z innych szpitali psychiatrycznych i zakładów opiekuńczych, w końcu zaś w obozach koncentracyjnych i obozach zagłady.

SS-Sonderkommando Lange po zgładzeniu około 1.100 chorych w Owińskach wymordowało także pacjentów szpitali w Kościanie, Gnieźnie, Kochanówce k. Łodzi i Warcie. Komando „wypożyczone” następnie przez dowódcę SS i policji w Prusach Wschodnich zabijało chorych z tamtego terenu (akcja w Działdowie), a w latach 1941-1944 było wykorzystywane do monstrualnej akcji zagłady ok. 250 tys. Żydów w obozie natychmiastowej zagłady w Chełmnie nad Nerem.

 galeria z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem galeria z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem

(Zobacz naszą galeria z obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem)

Wątek ten został poruszony przez Jakuba Małeckiego w powieści „Przemytnik cudu”, jeden z wątków tej powieści wybiega do Owińsk, gdzie porusza tematykę wymordowania przez nazistow dzieci z tutejszego Zakładu Psychiatrycznego. Osoby chore były wy­wo­żo­ne do lasów obor­nic­kich, tam zo­sta­ły roz­strze­la­ne lub do Fortu VII, gdzie były ga­zo­wa­ne. Póź­niej szko­lo­no tu mło­dych adep­tów SS.  Takie akcje miały miejsce nie tylko w Owińskach, odbywały się także szpitaliach psychiatrycznych w Gnieźnie, w Kościanie, w Łodzi oraz w Gostyninie a także na Pomorzu w Świeciu nad Wisłą i Kocborowie w Starogardzie Gdańskim. Taki sam los spotykał pacjentów domów opieki, na przykład w domach w Bojanowie. Niemcami kierowały nie tylko względy ideologiczne, ale także czyste potrzeby praktyczne. Potrzebowali szpitali dla rannych żołnierzy, wyposażenia dla nowo otwartych szkół SS i innych instytucji.

Akcja T4 – or­ga­ni­zo­wa­ne w III Rze­szy ma­so­we mordy psy­chicz­nie i fi­zycz­nie upo­śle­dzo­nych dzie­ci i do­ro­słych oraz pa­cjen­tów szpi­ta­li psy­chia­trycz­nych i nie­zdol­nych już do pracy lub cho­rych więź­niów obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, które eu­fe­mi­stycz­nie okre­śla­no mia­nem „eu­ta­na­zji”.

Nazwa „T4” pochodzi od nazwy willi przy ulicy Tiergartenstraße 4 w Berlinie. W tym miejscu od 1940 roku planowano program morderstwa.

Od 1943 do stycznia 1945 na terenie zakładu znajdował się Arbeitslager Treskau. Podczas działań wojennych część kompleksu została zniszczona. Po roku 1952 aż do 1993 w ocalałych zabudowaniach po ich ka­pi­tal­nym re­mon­cie i ad­ap­ta­cji mieścił się Młodzieżowy Zakład Wychowawczy. W roku 1994 roku został on przeniesiony do no­wych bu­dyn­ków znaj­du­ją­cych się na te­re­nie Po­zna­nia.

Od 2006 roku kom­pleks bu­dyn­ków jest wła­sno­ścią po­znań­skiej Fun­da­cji Srebr­ne Lata. Fundacja działając w imię przybliżenia historii obiektu szerszemu gronu organizuje co pewien czas tak zwane drzwi otwarte kiedy można zwiedzić zabudowania opuszczonego szpitala.

Zapraszam do galerii zdjęć z Owińsk:

galeria zdjęć szpitala w Owińskach z listopada 2007
galeria zdjęć szpitala w Owińskach z marca 2008

oraz do przeczytania powiązanego tematycznie artykułu z Chełmna nad Nerem, tematem wspólnym jest w tym wypadku SS-Sonderkommando Lange.

Artykuł z dnia 27 kwietnia 2015

Kopice – historia jak z bajki czy horroru?

Historia Joanny Gryzik – śląskiego kopciuszka. Miłość, wiara w ludzi i spokój, a wszystko w przepięknej scenerii Pałacu w Kopicach.

Dawno, dawno temu, a może nie w tak odległych czasach we Wrocławiu żyła sobie mała 3-letnia dziewczynka. Miała na imię Joasia, jej tato zmarł, a mama porzuciła biedną dziewczynkę. Ale i tu pojawia się happy end. Dziewczynka zostaje oddana do opieki pewnej służącej u niezwykle zamożnego jak na tamte czasy ekonoma Karola Goduli (miał on znaczne zasługi dla Rudy Śląskiej i dla rozwoju gospodarczego Górnego Śląska, ale o tym być może innym razem ;)

W wieku 67 lat Karol Godula zwany również „królem cynku” zaczął chorować, a co za tym idzie coraz częściej myślał o przyszłych losach zgromadzonego majątku. Ponieważ nie miał bliskiej rodziny, a dalsza pozostawiała wiele do życzenia,  dlugo zastanawiał się nad tym komu zostawić zgromadzony kapitał, a powiem wam że nie było tego mało. Sam, co prawda żył bardzo skromnie w niewielkim domku w Rudzie, ale wystarczało mu to w zupełności. Był raczej samotnikiem. Nie miał przyjaciół, ludzie wręcz unikali go sądzać, że to diabeł pomaga kalekiemu przemysłowcy w pomnażaniu majątku. W związku z tym postanowił większą część swojego majątku zapisać młodej,  6-letniej Joannie Gryzik, która jako jedyna potrafiła skruszyć jego serce, sprawiając tym samym, że stała się ona jedną z najbogatszych kobiet XIX wiecznego Śląska. ( Joasia odziedziczyla: 4 kopalnie galmanu i polowe udzialu w kolejnej, 6 kopalni wegla, 4 majatki ziemskie – Szombierki-Orzegów, Bobrek, Bujaków oraz Chudów-Paniówki – lacznie prawie 70 tys. morg pola i prawie 3,5 tys. morg lasu.) – całkiem ładny posag Panie i Panowie.

ruiny_opuszczonego_palacu_w_kopicach_1

Po śmierci Karola majątek oczywiście był pomnażany przez zarządcó, a dziewczynka, o której życie się obawiano została wysłana do klasztoru Urszulanek we Wrocławiu aż do osiągnięcia pełnoletności. Mając 16 lat Joasia  wyszła za mąż  za Hansa Ulricha von Schaffgotsh ( czy nie sądzicie, że to trochę wcześnie?), za zubożałego członka arystokratycznego rodu. Małżeństwo dla obu stron było pewnego rodzaju awansem i interesem ( Joasia nie musiała się martwić o posag, a Hans mógł liczyć na życie w dobrobycie). Poza tymi korzyściami, małżeństwo w tym wypadku okazało się  także szczęśliwe i pełne miłości. W 1863 roku  zakochany hrabia kupił dla swej żony pałac w Kopicach zwany również „pałacem na wodzie”, bo otoczony był z trzech stron rozległymi stawami. W kopicach powstała naprawdę przepiękna rezydencja otoczona wspaniałym parkiem, kilkudziesięcio-hektaorowym, gdzie Joanna i Hans Ulrich wraz ze swoim potomstwem(mieli 4-kę dzieci) spędzali swoje najpiękniejsze chwile.

ruiny_opuszczonego_palacu_w_kopicach_2

Uwielbiam takie historie, szczególnie wieczorową porą, odrzekła moja ukochana…

21 czerwca 1910 roku Joanna Gryzik-Schaffgotsch umarła w Kopicach i została pochowana w tamtejszym mauzoleum. Pięć lat później dołączył do niej mąż.  Jeśli chodzi o sam Pałac w Kopicach do 1945 roku należał do rodziny Schaffgotsch. Okres II Wojny Światowej o dziwo też przetrwał bez jakichkolwiek uszkodzeń. Z czasem jednak był wielokrotnie okradany: przez Armię Czerwoną, UB i szabrowników. W ostateczności Pałac w Kopicach dla zatarcia śladów podpalony.

ruiny_opuszczonego_palacu_w_kopicach_3

Baśniowe Kopice to jedne z najcenniejszych klejnotów wśród polskich zabytków. W sezonie letnim przed zamkniętą bramą Pałacu w Kopicach zjawiają się tłumy aby chociaż na chwilę spojrzeć na smętnego trupa jaki pozostał z dawnej rezydencji. Sterty śmieci w parku, zniszczone ozdobne mury i  ruiny, to obraz współczesnych Kopic i ich okolic. Tamten świat nigdy nie wróci, nawet jeżeli znajdzie się ktoś kto odbuduje w uproszczonej formie ten piękny zabytek…

Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć Pałacu w Kopicach z okresu jego świetności oraz stanu dzisiejszego oraz do poczytania o historii tego miejsca w nieco innym ujęciu.

Zdjęcie Joanny pochodzi z serwisu www.kopice.org. Zapraszamy do odwiedzenia tego serwisu jako najlepszego kompendium wiedzy na temat pałacu z Kopicach i źródła najnowszych informacji dotyczących tego miejsca.

Opuszczona szkoła plastyczna w Poznaniu, Malta

Swoista perełka wśród Poznańskich opuszczonych miejsc. Ze względu na lokalizację. łatwość dostępu, oraz przede wszystkim klimat. Obecnie znajdujące się w zupełnej ruinie budynki mieściły kiedyś Wyższą Szkołę Sztuki Stosowanej „Schola Posnaniensis” (WSSS). Szkoła działała krótko, została utworzona w roku 1993 i działała zaledwie do kwietnia 2006 kiedy ze względów finansowych ogłosiła upadłość. W szkole studiowało prawie 300 osób na 4 kierunkach, miała ona prawo do prowadzenia zajęć na poziomie magisterskim.

W opuszczonej szkole pozostało praktycznie całe wyposażenie. W piwnicach można było znaleźć kompletne wyposażenie pracowni komputerowej, co prawda nie działające i zdewastowane ale były tak zarówno monitory, komputery, klawiatury i wszystko co może znajdować się w działającej pracowni komputerowej. W opuszczonych salach szkolnych znajdowało się kolejno prace uczniów, rysunki, obrazy, rzeźby, tkaniny.

W momencie mojej pierwszej wyprawy do tego miejsca w czerwcu 2008 roku wydawało się ono prawie nietknięte. W salach stały stoły, na stołach można było podziwiać prace uczniów. były obrazy na sztalugach, płótna na krosnach. Dwa lata później szkoła była już ruiną i przypominała raczej stertę gruzu. W piwnicach i na najniższych piętrach znalazłem już tylko sterty gruzu. Nie pozostało już nic z pozostawionego tam sprzętu komputerowego. Pozostawione prace uczniów zostały zniszczone. Na wyższych piętrach również widać było działanie wandali. Rzeźby zostały porozbijane, rysunki zniszczone, sztalugi połamane lub spalone. Najgorzej ucierpiała ostatnia kondygnacja na której wybuchł pożar. Z pietra praktycznie nic nie pozostało. Miejsca w których podczas pierwszej wizyty mieściły się warsztaty tkackie są obecnie jednym wielkim pogorzeliskiem. Rozkład jak widać postępuje bardzo szybko.

Niesamowity klimat tego miejsca przyciągał niestety nie tylko miłośników eksploracji miejsc opuszczonych ale i wandali. W 2009 roku w szkole wybuch pożar, który zniszczył znaczną większość dachu i trzecią kondygnację. Wszystko wskazuje na to, że pożar nie był dziełem przypadku.

W związku z budynkiem niszczejącym z roku na rok, oraz bardzo atrakcyjnym umiejscowieniem pojawiają się stale pomysły jak teren zagospodarować. Plany zagospodarowania budynków wydają się jednak nierealne ze względu na specyficzny układ pomieszczeń w szkole. Wiele z nich jest bardzo wysokich ze względu na rodzaj prowadzonych tam zajęć. Znajdowały się w niej na przykład ogromne sale do tworzenia gobelinów. A te bardzo ciężko przebudować.

Opuszczona szkoła ze względu na unikalny klimat, świetne warunki oświetleniowe oraz odosobnienie wydaje się idealnym plenerem dla fotografów. Zabawnym wydaje się fakt, że budynki, które z założenia miały służyć sztuce i kształceniu przyszłych artystów, w swoim drugim życiu ponownie stały się idealnym miejscem dla rozwoju tej dziadziny sztuki jaką jest fotografia.

 

Na koniec jako ciekawostkę zamieszczam zdjęcie wykonane podczas mojej ostatniej wizyty w opuszczonej szkole na Malcie. Zdjęcie zrobione na ostatnim spalonym piętrze. Jego głównym motywem nie jest co prawda opuszczona szkoła ale został w nim wykorzystany jeden z jej elementów ;)

akt1

Galeria zdjęć z czerwca 2008 i lipca 2010 roku

Copyright © urb-ex.pl 2015
Strona wykorzystuje pliki cookies. Pliki cookies będą zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies.
Zaakceptuj Cookies
x